Montessori w moim domu



Choć jestem magistrem pedagogiki, nigdy nie sądziłam, że to właśnie cele Marii Montessori staną mi się najbliższe podczas prowadzenia domu i wychowywania własnych dzieci.  

Do Jej pedagogiki podchodziłam z dystansem. Zastanawiałam się, czy odrzucenie świata fantastycznego u najmłodszych, zamienienie zabawy w pracę i uczenie podstawowych obowiązków domowych jest tym, czego faktycznie chcę dla mojego malucha.  

Jednak wątpliwości wątpliwościami, a życie życiem. Kiedy Miśka stała się dzieckiem bardziej kontaktowym, które umiało już w jakiś sposób pokazywać swoje potrzeby, skupić się na kilka minut, a zwłaszcza kiedy zaczęła chodzić, zaczęłam odkrywać pedagogikę Montessori na nowo. Co więcej, zaczęłam wprowadzać Jej elementy do naszego domu i z perspektywy kilku miesięcy widzę, że przynoszą one skutek.  

Miśka dostała kilka elektronicznych zabawek, które w jakiś sposób miały rozwijać ją sensorycznie (wkładanie piłeczki, dźwięki, światło). Czy one się sprawdziły? Nie wiem, ale na pewno wprowadzały irytację wśród reszty domowników. Słuchanie tej samej melodii, a czasem nawet przypadkowe włączenie wprowadzało popłoch.  
Stopniowo odrzucaliśmy grające misie, garnuszki, żyrafy i zastępowaliśmy je najprostszymi instrumentami. Tak dorobiliśmy się niezłego instrumentarium. Mamy grzechotki, tamburyn, bongosy, kastaniety, tarki i inne instrumenty perkusyjne. Misia chętnie po nie sięga kiedy chce się bawić, a zwłaszcza kiedy słyszy swoje ulubione piosenki - również w radio 

Pewnego dnia zauważyliśmy, że Miśka dużo czasu poświęca na szukanie swoim ulubionych zabawek, a w gruncie rzeczy szybko się zniechęca, płacze i potrzebuje pomocy osoby dorosłej. Jeśli dorosły już się zaangażuje to ochota na samodzielną zabawę Jej mija. Musieliśmy coś wymyślić. W hipermarkecie kupiliśmy najprostsze przeźroczyste pojemniki. Stworzyliśmy proste piktogramy, które udało się nakleić i tak zyskaliśmy sortery. Miśka była bardzo zaangażowana w sortowanie piłek, klocków i instrumentów. Choć nie zawsze Jej wychodziło, to z pewnością Ją to zaciekawiło. Dziś, po kilku miesiącach sama wie, w którym pudełku co się znajduje i po zabawie potrafi odłożyć zabawkę na miejsce (choć nie zawsze - tutaj czeka nas jeszcze trochę pracy).  

Koleją ważną zmianą jaką zauważyliśmy, to chęć pomagania w codziennych obowiązkach. Tu musieliśmy wykazać się dużym zaufaniem do małej i na przekór wszystkim babciom i ciociom, które mówiły: “ojej, przewróci się!, Zabierz Jej to, bo zbije! Itp.” pozwolić jej wykonać zadania po swojemu. Okazało się, że dużo przyjemności sprawia Jej noszenie kubków po popołudniowej kawie z salonu do kuchni. Zyskaliśmy też pomocnika, który sprząta po kolacji. Robi to już od kilku tygodni i nigdy się nie przewróciła, im trudniejsze rzeczy zanosi do kuchni tym wraca z większym uśmiechem na twarzy. Teraz pomaga nawet babci, która z rezerwą i troską o Jej zdrowie bała się Jej powierzać takie zadania.  

Mieliśmy też pewne zawirowania z jedzeniem. Kiedy Mała umiała już się kupić na kilka minut wszystko okazywało się ciekawsze niż posiłek. Czasami kończyło się na jedzeniu podczas zabawy, co bardzo mnie irytowało, ponieważ nie dość, że Mała nie odnotowywała faktu, że pora coś zjeść, to jeszcze wszystko dookoła było brudne. Najprostsze rozwiązania okazały się najlepsze, więc postanowiliśmy jadać wyłącznie w kuchni. Śniadanie, drugie śniadanie, obiady i kolacje przygotowujemy i jemy wyłącznie w kuchni. Tam też stoi krzesło do karmienia, w którym siedzi Miśka. Jemy też w tym samym czasie! Nigdy nie jest tak, że najpierw je Ona, a my potem. Jemy RAZEM. Czekamy, aż wszystkie porcje będą przygotowane i jemy razem. Jeśli Miśka je jeden posiłek więcej niż my, to i tak jesteśmy razem w kuchni. Dziś sama czeka przed swoim krzesłem kiedy jest głodna, a czasem pokazuje na lodówkę, kiedy ma ochotę na coś specjalnego.  

Okazało się, że Maluch jest bardzo spostrzegawczy i nawet podczas przygotowania posiłku lub sprzątania po nim woli być z nami, niż samemu bawić się zabawkami. Po zjedzonym obiedzie od razu sięgała po miotłę z wielkim trzonkiem i “zamiatała podłogę”. Nie wiem jak małe dzieci to robią, ale zawsze znajdują się pod nogami w najmniej odpowiedniej chwili. A jeśli dodatkowo mają miotłę, która jest dwa razy większa od nich to nic dobrego z tego nie będzie.  🙂 Szukaliśmy więc i szukaliśmy, aż znaleźliśmy zestaw sprzątający, który przypadł Idze do gustu. Jednak, nie traktujemy go jako zabawki, a jako Jej zestaw sprzątający, którym naprawdę zamiata podłogę, myje blat stołu, wyciera itp. Więc kiedy całą rodziną uporamy się ze sprzątaniem, przychodzi czas na zabawę.  

Teraz od kilku dni zauważyliśmy wzmożoną aktywność Małej w łazience. Być może to jest przestrzeń, której jeszcze nie spenetrowała dokładnie i dlatego tak ją ciekawi 🙂 Oprócz włączania i wyłączania pralki, robieniu porządków w kosmetykach i koszu na pranie... - przemilczę 🙂  zauważaliśmy duże zainteresowanie samodzielnym myciem zębów, myciem rąk i buzi. Zastanawiamy się, jak to zorganizować. Niestety montowanie nowej, małej umywalki na Jej wysokości na razie nie wchodzi w grę. Zęby myjemy całą rodziną w jednym czasie, więc Mała myje z nami i na razie nalewamy Jej wody do miski, aby samodzielnie mogła umyć twarz i ręce, kiedy ma ochotę. Wiem, że nie jest to perfekcyjne rozwiązanie i będziemy szukać lepszego.  

Czy prowadzimy już dom w stylu Montessori wykorzystujemy pedagogikę Marii do nauki własnego dziecka?  

Chyba jeszcze nie. Te rozwiązania naprawdę sprawdziły się u nas w domu. Minimalizm i sortery sprawiły, że jest czysto i kolorowe zabawki nie walają się po całym dywanie. Strefa zabawy i strefa spania są oddzielone, więc kiedy Mała chce spać sama idzie do sypialni. Ma rok, więc śpi jeszcze w naszej sypialni, tym bardziej że mamy małe mieszkanie. 

Dużo większą frajdę sprawia Jej bieganie z grzechotkami i tańczenie niż zabawa z elektronicznymi zabawkami. Lepiej je. Nie marudzi przy jedzeniu i zna podstawowe elementy “samoobsługi” mycie rąk, wycieranie rąk.  
Mamy też swoje domowe, wypracowane rytuały, z których korzystamy. Nie mamy idealnego dziecka, nie mamy też idealnego domu, ale pomału wprowadzamy zmiany, które ułatwiają nam funkcjonowanie na małej przestrzeni i zaspokajają naszą potrzebę dobrej organizacji życia rodzinnego. Jak to się rozwinie i dokąd nas zaprowadzi... zobaczymy....  




Komentarze