Jak planować, kiedy wiadome jest, że nadejdzie Armagedon?


Styl życia mojej Rodziny spowodował, że musieliśmy zacząć planować efektywnie. Życie na dwa domy, roczniak i ciąża, a co za tym idzie wizyty u lekarza, szczepienia, związane z tym wyjazdy spowodowały, że nie można oddać się spontanicznemu życiu.  

Staraliśmy się zarządzać swoim czasem w miarę efektywnie i kiedy wypracowaliśmy już pewne triki, nieubłaganie zbliżał się termin porodu. Jak zaplanować miesiąc, w którym będę rodzić? Nie wiem dokładnie, kiedy mój syn zdecyduje się przyjść na świat, więc nie wiem, jak rozplanować czas.  
Stanęliśmy z Szamanem przed nie lada zagwozdką. Musieliśmy zastanowić się, co dla nas jest najważniejsze. Wiedzieliśmy, że cele na ten miesiąc są określone. Na pierwszym miejscu były narodziny Syna, zapewnienie opieki Miśce na czas pobytu Mamy w szpitalu i spokój, spokój, spokój po porodzie.  

Cele nadrzędne były oczywiste, ale musieliśmy planować też bardziej przyziemnie. Wiedziałam, że nie urodzę w pierwszym tygodniu listopada, więc wszystko, co było ważne, zaczęliśmy ogarniać właśnie w tym tygodniu.  
Staraliśmy się dopiąć wszystkie opłaty, (nawet te, które płaciliśmy zwykle na koniec miesiąca), domknąć niezakończone projekty, co wymagało poświęcenia czasu na wysyłanie maili, chodzenia na pocztę, do biblioteki, do urzędu itp. Udało się!  

W końcu nadszedł czas wyjazdu do Warszawy i tam oczekiwanie na rozwiązanie. Miśka nie mogła z nami pojechać. Niełatwo jest zostawiać to Maleństwo - nawet pod opieką najwspanialszej Babci - jeśli nie wiadomo, kiedy dokładnie wróci się do domu.  

Jak zaplanowaliśmy resztę miesiąca? 
Nijak! Czyli nie planowaliśmy i to okazało się zbawienne! Wiedzieliśmy, że Miśka jest pod dobrą opieką, choć rozłąka nie była łatwa. Zdecydowaliśmy, że spokój jest dla nas najważniejszyMusieliśmy nauczyć się odmawiać (Wpadniecie do nas? Szybkie zlecenie na 2 dni? Sprawa za miastem? - Nie, nie i nie)  i wymagać od siebie perfekcyjnie zorganizowanego dnia.  

Czekolada w łóżkukakao, serial i książka to były atrybuty, które towarzyszyły nam przez ostatni dni przed porodem. 

Nie był to idealny miesiąc dla nas, chociaż wszystkie cele nadrzędne zostały zrealizowane, ale pokazał nam jak wiele zyskaliśmy nie planując niczego na ten czas.  

  • byliśmy dla siebie mniej wymagający  
  • nie frustrowały nas niezrealizowane zadania 
  • nauczyliśmy się odmawiać i... o dziwo świat się nie zawalił! 
Po  powrocie do domu, już w powiększonym gronie, dosięgły nas może dwie sprawy, które trzeba było załatwić na cito, ale to były drobnostki 

Teraz musimy wypracować nowy rytm naszego dnia, wprowadzić nowe rytuały. Ustalić, którego Malucha kąpiemy pierwszego, kto pierwszy je, a także, kedy Mieszko pójdzie na pierwszy spacer, kto będzie wychodził z Miśką codziennie i kiedy to Mama lub Tata będą mieli czas tylko dla siebie. Wypracowanie nowego systemu trochę potrwa i z pewnością nie obędzie się bez niewielkich zgrzytów, ale tak funkcjonuje nasza Rodzina i dobrze nam z tym 🙂 

A Armagedon był, ale po pierwszym tygodniu połogu udało się go stopniowo opanować i oby tak dalej.  

Komentarze