Moje mity macierzyństwa


O matko i córko! Któż nie wyobraża sobie jak to będzie pięknie i pachnąco, jak moja, krew z krwi, oko z oka moje pojawi się na świecie? Ile to ja nie snułam planów, że czytać będę od pierwszej doby życia, że moje dziecko to będzie anioł wcielony, a wszystkim tym zmęczonym matkom będę pokazywać jak to się żyje z maluchem na luzie. 

Czytanie jeszcze w szpitalu – mit, sen będzie i czas na wszystko – mit.  Ja tych mitów mam kilka, bo już drugie dziecko poczyniłam i śmieję się w głos i szczerze z tego wszystkiego naiwnego, co się naczytałam w internetach polskich, i nie tylko. Do rzeczy: 
  
MIT 1: BĘDĘ AKTYWNA CAŁE 9 MIESIĘCY. Matko Boska i wszyscy świeci, co Ci ludzie ze mną w domu mieli, kiedy ja 10 km codziennie z brzuchem i kijkami po osiedlu w tę i nazad robić musiałam, bo inaczej nie spałam. Karnet na basen wykupiłam, siłownię odwiedzałam częściej niż spożywczy. Wszyscy mi wmawiali "Tak trzymaj!", "Poród będzie lekki." i co? 18 godzin w bólu, bo znieczulenie tylko na 6h dają, mdlenie, przetaczanie krwi. Przytyłam tyle samo, co w drugiej ciąży, w której codziennie jadłam czekoladę i czasem nie wychodziłam dalej, niż 300 metrów od domu.  



MIT 2: MOJE DZIECO NIGDY, PRZENIGDY NIE WEŹMIE SMOCZKA DO BUZI. Smoczek to zło. Problemy ze zgryzem, seplenienie, wady wymowy to wszystko wina smoczka. Wiec moje dziecko, choćby darło się wniebogłosy, smoczka nie dostanie i już. Wytrzymałam dwa tygodnie. No jeśli chcesz spać i to bez pasażera przy piersi, albo spać w ogóle!!! To smoczek dasz i już. Dziecko moje miało niedojrzały układ pokarmowy, a więc gazy i kolki nam towarzyszyły od pierwszego miesiąca życia. Wieczorem darła się tak jakby ja ze skóry obdzierali. Tylko chodziłam patrzeć, czy przypadkiem sąsiedzi policji nie wzywają. I tak płacząc razem z nią podawałam smoczek.  



MIT 3: CODZIENNE BĘDĘ MOJEMU DZIECKU GOTOWAĆ OBIADKI, TAKIE JAK TE W SŁOICZKACH.  O matko i córko to był mój największy błąd. Może ja się do kuchni nie nadaję, może to nie moja bajka, ale na Boga… ugotować marchewkę z batatem na parze to potrafię. Chodzę szukam wybieram składniki. Kupiłam mięsa, ryby, warzywa tylko od rolników, jaja od szczęśliwej kurki, książki kucharskie nawet, a co. I o zgrozo nigdy moje dziecko nie zjadło nic, co ugotowałam. A gotowałam jak dla małego dinozaura, żeby przecież mrozić i było na później. No i co… skończyło się rumakowanie. Słoiczek na 3 zł codziennie inny, jak nie zjadła to chociaż nie miałam poczucia zmarnowanego czasu. I tak dziecko moje wychowane na Gerberkach i innych Rossmannach je wszystko, nie wybrzydza i ładna zdrowa córka rośnie. Teraz już na ojca kuchni. Mojej dalej nie je...  


  
Pewnie mogłabym i więcej mitów macierzyństwa znaleźć, bo przecież moje dziecko czekoladę zobaczy jak będzie dorosłe, do picia to tylko świeżo wyciskane soki dostanie lub zwykłą wodę niegazowaną, a na plac zabaw, jako przekąski, to będę jej kroić marchewkę w słupki. I tak już ponad rok obalam swoje własne mity macierzyństwa. Dlatego napisałam, co by i inni zobaczyli, jak to u mnie wyglądało.  

Komentarze